Odświeżone wspomnienie, czyli „Mikołajek” na ekranie.

27.sty.2010 | kategoria: Film

Niech nazwie mnie dzieckiem każdy, kto uważa, że w moim wieku nie powinno się już oglądać filmów tego typu (co więcej, rozpływać się nad nimi z zachwytu), a będę nosić to miano z dumą.

Zaczytywałam się w opowiadaniach o Mikołajku jeszcze za czasów dzieciństwa. Robię to do dzisiaj, zatem jak wielu fanów tychże krótkich form literackich niezmiernie ucieszyłam się na wieść o ekranizacji. Szybko jednak mój entuzjazm osłabł, kiedy uświadomiłam sobie, że z tymi ekranizacjami to różnie bywa (wystarczy smutne wspomnienie sagi Pottera), a to przecież nie jest zwykła książka, to zbiór krótkich, luźno powiązanych ze sobą historyjek – i z tego miał niby wyjść dobry scenariusz pełnometrażówki? Przyznaję, do ostatniej chwili byłam pełna obaw. Okazało się jednak, że całkiem niepotrzebnie. Już po raz któryś z kolei odniosłam wrażenie, że Francuzi potrafią zadbać o swoje „skarby”. Scenarzystom należy oddać hołd, bowiem nie dość, że przyczynili się do wiernego przeniesienia kart książek na ekran, to jeszcze nakreślenie fabuły wyszło im bardzo zgrabnie. Obawiałam się, że film – nawet jeśli byłby wyjątkowo dobry od strony stricte technicznej – nie zdoła oddać tego, co w Mikołajku kluczowe, czyli narracji prowadzonej z perspektywy małego chłopca. Jak miałam okazję się przekonać, i z tego wybrnięto. Bardzo pozytywnie nastawiłam się zresztą już na samym początku: oto moim oczom ukazuje się czołówka, w której wykorzystano książkowe ilustracje Sempego! Zastanawiała mnie wcześniej ta kwestia, bo te rysunki to coś, co w zasadzie nie jest ani potrzebne, ani w żaden sposób pomocne, a mimo to nieodłączne od treści. Po takiej czołówce byłam już pewna, że na tej ekranizacji się nie zawiodę.

Wspomniana wcześniej fabuła przedstawia się następująco: Mikołajek podejrzewa, że będzie miał braciszka. Przekonany o tym, że rodzice się go pozbędą, gdy ów braciszek pojawi się w domu, ze wszystkich sił stara się zapobiec „nieszczęściu”. Oczywiście pomagają mu w tym koledzy, co staje się podłożem do tego, by w filmie wykorzystać wiele pojedynczych opowiadań. Cały obraz prezentuje się bardzo dobrze. Umiejętnie przywołano klimat czasów sprzed pół wieku. Cały przedstawiany świat został ukazany w sposób realistyczny, bez nakładania „cukierkowatości” dość często widocznej w produkcjach dla młodszych widzów. Aktorstwo również przypadło mi do gustu. O dorosłych nie powiem nic specjalnego, ale dziecięcy skład prezentuje się bardzo dobrze. Wypada naturalnie i przekonująco.

Słowem podsumowania powiem, że Mikołajek w reżyserii Tirarda to prawdziwa perełka ekranizacyjna i nie sądzę, by ktokolwiek, kto wielbił wersję książkową, miałby się  nim rozczarować. Apeluję do tych, którzy dotąd Mikołajka nie znają, by nie zrażali się słowami „dla dzieci”, ale zobaczyli ten film, gdy będą mieli okazję. Na sali kinowej dużo częściej i wyraźniej słychać było bowiem śmiech starszych widzów, którzy przecież liczebnie byli w mniejszości. Zachęta ta pewnie na niewiele „zda się” w czasie, gdy Mikołajek właśnie ostatnie kina opuszcza, ale zapewne niedługo w sklepach pojawi się wydanie DVD. Czuję, że stanę się jego szczęśliwą posiadaczką.

nadesłane przez: Insomnia

Ocena ogólna: ★★★★★½

Komentarze do wpisu

  1. Naive
    28.01.2010, 21:08

    Byłam w poniedziałek na mikołajku ;)
    Świetna recenzja ;d
    pozdrawiam ;*

Zostaw komentarz





Mikroblog:


2007-2010 © Copyright by Oceny.org, powered by Blogowicz.info & Wordpress.org. Wszelkie prawa zastrzeżone.