30.sty.2010 | kategoria: Refleksyjny Internauta
Ostatnio, nie tylko w Polsce, bo i w wielu innych miejscach świata, wybuchła afera związana z wywieszaniem symboli religijnych na ścianach w obiektach szkolnych. Sprawa sama w sobie jest dość kontrowersyjna, bo dotyka tematu bardzo niebezpiecznego, jakim jest religia. Korzystając z ogólnej wrzawy, sam pozwolę sobie wejść na ten grząski grunt i powiedzieć kilka słów o tym, jak ja się na to zapatruję.
No, nie ma co ukrywać, że ja osobiście zbyt dużego związku z Bogiem czy religią nie czuję. Prawdopodobnie wynika to z podejścia Kościoła, który zdaje się chcieć jedynie odrzeć życie swoich wiernych z różnych przyjemności – traktowanie seksu przedmałżeńskiego jako cudzołóstwa, uważanie nieuczęszczania na mszę świętą za ciężki grzech (a podobno każdy ma prawo modlić się tak, jak chce…) czy nawet – mój osobisty faworyt – mówienie, że Harry Potter jest satanistyczną powiastką mającą sprowadzić dzieci na drogę zła i mroku. A ja przez całe życie tkwiłem w błędnym przeświadczeniu, że jest to książka o przyjaźni i zwycięstwie dobra nad złem. Byłbym w stanie to wybaczyć, gdyby te karygodne słowa zostały wypowiedziane przez jakiegoś podrzędnego klechę z prowincji, ale kiedy sam papież mówi coś takiego…
Nie podoba mi się też to, jak Kościół próbuje wtrącać się w inne aspekty życia ludzi, nie tylko religię. Dla przykładu wymienię choćby mnóstwo nakazów, zakazów i płynących z dobroci serca wskazówek, jakimi księża bez przerwy rzucają z ambony, korzystając z każdej okazji, jaka się nadarza (dla przykładu choćby klasyczne i szeroko znane: Antykoncepcja to zło. Gry komputerowe to zło. Pozwalając dziecku nie chodzić na religię dajemy przyzwolenie szatanowi na zniszczenie dziecku duszy. Czarny człowiek nie zasługuje na szacunek, jest skalany przez szatana. To wszystko bardzo szokujące autentyki, które słyszałem na własne uszy. Raz nawet byłem świadkiem, jak ksiądz grzmiał na cały głos, że partia Ta-Właśnie jest jedyną słuszną, a karą za zagłosowanie na inną będzie wieczna męczarnia w piekle.) Nie rozumiem, jak można robić ludziom taką wodę z mózgu, siać nienawiść do innych, a na dodatek jeszcze grozić potępieniem. Nie mieści mi się to w głowie.
Nie ukrywam, że nie podoba mi się to, że Kościół wciska się również do szkół. Nie dość, że mamy w szkole przedmiot taki jak religia (wprawdzie nie jest obowiązkowy, ale udało się już wywalczyć wliczenie jej do średniej. Zrobienie z niej przedmiotu równoważnego z matematyką czy językiem polskim jest jedynie kwestią czasu), to jeszcze w wielu salach muszę oglądać symbol religii, którą uważam za nietrzymającą się kupy i całkowicie nieodpowiadającej moim potrzebom. Nie jest to wprawdzie dla mnie osobiście wielki problem, potrafię nie zwracać uwagi na dwa skrzyżowane kawałki drewna, ale nie każdy to umie. Wydaje mi się, że krzyż powinien wisieć na ścianie dopóki nikomu nie przeszkadza, a kiedy ktokolwiek poprosiłby o jego usunięcie, to powinien natychmiastowo zniknąć, by nie razić czyichś uczuć.
Zdarzył się ostatnio w polskiej szkole oburzający według mnie incydent, gdy uczniowie poprosili chórem o usunięcie symbolu z klasy od polskiego. Oburzona dyrekcja bez wahania zdecydowała, że od tej chwili krzyże zawisną w każdej sali. Nie podoba mi się to, nic a nic. W szkole i tak uczniom jest dostatecznie ciężko wytrzymać, nie wydaje mi się, by wzbudzanie kolejnych kontrowersji (co najgorsze – kontrowersji zupełnie niepotrzebnych) było dobrym rozwiązaniem i przysłużyło się do przyjemniejszej pracy na lekcjach. Mój apel brzmi: zdejmijcie te krzyże. Jeśli ktoś chce, niech nosi go sobie na szyi i nie eksponuje swojej wiary. W końcu szkoła jest od nauki, a nie od klęczenia i leżenia plackiem przed zawieszonym symbolem.
Allister
Ocena ogólna: 





1.02.2010, 13:39
Dla mnie to jakaś kiepska komedia. Z jednej strony źli zbuntowani ateiści, a z drugie odrażające krzyże. Paranoja…
Nie czuję się szczególnie związany z Kościołem Katolickim, ale jeżeli część osób chce mieć te krzyże zawieszone to niech będą. Wydaje mi się, że ostatnio ludzie źle interpretują tolerancję. Z pewnością nie polega na tym, by chować do szaf krzyże czy inne znaki religijne.
Mi nie przeszkadzać nie będzie, jeżeli zobaczę w klasie krzyż katolicki, prawosławny czy Gwiazdę Dawida lub menorę.
Robi się niepotrzebny zamęt, który można porównać do panikującej panienki znajdującej na swojej twarzy pryszcza przed „ważną randką”.