O krzyżach raz jeszcze, czyli kilka słów z drugiego frontu.

25.lut.2010 | kategoria: Refleksyjny Internauta

Musimy (z)nieść ten krzyż.*

Jakiś czas temu pojawił się tu tekst Allistera, traktujący o dosyć głośnej sprawie krzyży w instytucjach państwowych. Nie będę ukrywać, że to właśnie on był główną przyczyną powstania tego oto króciutkiego felietoniku. Spróbuję napisać kilka słów na ten sam temat, znajdując się jednak po drugiej stronie barykady.

Marna ze mnie katoliczka, ale wierząca i praktykująca, więc wieść o rzekomym zdejmowaniu krzyży trochę mnie zszokowała. Czemu? Skąd taki pomysł? Zdejmować w imię tolerancji, jak zrozumiałam na postawie podanych mi argumentów (autentyk): bo przecież taka placówka jak np. szkoła nie jest od modlenia się, tylko od nauki, a jak ktoś chce się modlić i popatrzeć na krzyż, to niech do kościoła sobie idzie. Bo taki krzyż może kogoś urazić. Nie każdy przecież jest katolikiem, w tej samej instytucji mogą przebywać też osoby innej wiary. Dziwne tylko, że to nie innowiercy, ale niewierzący robią największy szum wokół całej sprawy.

Trochę to wszystko absurdalne, zwłaszcza zasłanianie się tolerancją, bo o ile mi wiadomo tolerancja to znoszenie czegoś z udręką, niesmakiem, bez aprobaty, toteż wydaje mi się, że w tej kwestii tolerować można wyłącznie obecność krzyży, a nie ich brak. Jednak pewien ateista poinformował mnie szybko, że źle mi się wydaje. Swoją rację uargumentował tym, że nie wierzy w Boga, więc nie życzy sobie, aby wciskać mu na siłę jakieś „bajki”, jednocześnie zapewnił, że każdy może sobie wierzyć, w co chce, byle nie przy pomocy krzyża na publicznej ścianie. Odpowiedź ta wcale mnie jednak nie przekonała. Po pierwsze mamy w kraju około 90% zdeklarowanych katolików (mniejsza, ilu faktycznie traktuje tę wiarę poważnie; chodzi mi teraz o somo zadeklarowanie), więc pod względem czysto demokratycznym krzyże w miejscach publicznych są jak najbardziej „na miejscu”. Po drugie, jeśli patrzeć pod kątem zaproponowanym przez wyżej wymienionego pana ateistę – pod kątem konstytucyjnej wolności i jej naruszania – to raczej on może „nie wierzyć”, w co chce. Bo to przecież nie ja każę panu ateiście wierzyć, ale on każe mi się ze swoją wiarą chować i usuwać symbole religijne z życia publicznego.** Po trzecie chrześcijaństwo bardzo mocno związane jest z polską historią, więc krzyż jest też w pewien sposób symbolem czysto kulturowym czy to się komuś podoba, czy nie (choć akurat to traktuję jako zwykły fakt, nie jako dobitny argument.)

Słowem podsumowania – konflikty na tle wierzeń są, były i będą zawsze, bo nigdy nie da się udowodnić, która strona ma rację. Nie zawsze uda się je rozwiązać. Ważne jednak, by coś takiego jak tolerancja faktycznie istniało i nie było utożsamiane z poprawnością polityczną.

* To link do tekstu, o którym mowa w pierwszym akapicie powyższego tekstu.

** Proszę mi wybaczyć leciutką ironię. Wyraża ona jedynie mój stosunek do konkretnego osobnika, a nie całej grupy osób niewierzących.

Insomnia

Zostaw komentarz





Mikroblog:


2007-2010 © Copyright by Oceny.org, powered by Blogowicz.info & Wordpress.org. Wszelkie prawa zastrzeżone.